Podobno prawo jazdy straciłem z powodu karkołomnej ucieczki Matizem
przed policją, zakończonej na drzewie? Ciekawe... Dlaczego uciekałem,
dlaczego Matizem i dlaczego ludzie bezkrytycznie oglądają seriale...?

Raz w Chicago, wiedziony nosem pomorzanina, niedaleko hotelu "Harris",
odkryłem brzeg oceanu. I byłoby mi z tym dobrze, gdyby nie fakt, iż
ocean okazał się jeziorem Michigan. Ech, ta znajomość geografii...

Nigdy nie spałem pod mostem Grunwaldzkim w Krakowie. A szkoda! Kiedyś
zgłębiałem tajniki projektowania "dróg i mostów kołowych" - byłoby to
zapewne niezapomniane doświadczenie. Mieszkańców tegoż mostu nie znam
ale pozdrawiam, a rozczarowanym - cześć!

Pewna kobieta w Łodzi, zapytana przeze mnie o to, jak dojść do ulicy
Piotrkowskiej, odpowiedziała: "Pójdzie pan prosto, hm... potem prosto,
dalej prosto, przez skrzyżowanie prosto, następnie prosto, wzdłuż
ulicy prosto i do końca prosto!". Tak, PROSTOTA kobiet czasami mnie
onieśmiela...

Niektórym wierzącym alkoholikom NAWRÓCENIE, zbyt często myli się z
NAWROTEM choroby...

Zaproponowałem chorążemu (tak, byłem w wojsku), aby kasetę video,
czyli VHS, znalezioną przy zatrzymanych turystach, przeglądnąć i ponad
wszelką wątpliwość stwierdzić, czy jest tam materiał szpiegowski
(sic!), czy też nie. Odpowiedział oburzony - A jak prześwietlisz?

Najpierw dostał Heglem. "Wissenchaft der Logik" złamało mu bark.
Prawie nie poczuł bólu. Starał się myśleć logicznie. Wysunął szufladę.
Na dnie leżało małe pudełko. Wtedy Heidegger podciął mu nogę. Kostka
pękła niczym mydlana bańka. Był zaskoczony, po "Die Selbstbehauptung
der deutschen Uniwersitat" spodziewał się czegoś więcej. Mimo to
próbował otworzyć pudełko. Wtedy ostry jak brzytwa Kant sięgnął szyi.
Krótkim cięciem "Kritik der reinen Vernuft" pozbawił go złudzeń. Gdy
gasł, na Fasadenstrasse zaczynał się dzień...

Często pytają mnie ludzie: skąd u mnie tyle miłości do miłości...?
Otóż oświadczam - PONIEWAŻ NIE ODCZUWAM NIENAWIŚCI DO NIENAWIŚCI!

Owszem, przespałem kiedyś noc na dworcu Centralnym w Warszawie, gdzie
poznałem miłych policjantów i ich podopiecznych, ale ta idylla
skończyła się wraz z przyjazdem "porannego" do Krakowa. Pałac Kultury
z zegarem jest taki brytyjski...

Zobaczyłem na basenie: ona, wystraszona, chudzinka - typ
bibliotekarki, szara myszka z tatuażem smoka na pośladku, chyba
pierwszy raz w bikini, on - wielki, neandertalczyk na złotym łańcuchu,
tak zwany: "abs". Ona figlarnie klepie go w tyłek, on seksownie (sic!)
wali ją w głowę deską do pływania. Obydwoje się śmieją... Współczesny,
polski Szekspir i jego dramat w trzech aktach: "Roman i Julia"?

Japońscy naukowcy odkryli, że jedzenie wzbogaconego mięsa z konserw,
po sześciu miesiącach owocuje powstaniem naturalnych szkieł
kontaktowych?! A chińska anatema głosi: "Obyś żył w ciekawych
czasach...".

Do młodych dziewczyn - Paradoksalnie, aby być jak Doda, trzeba mieć
jaja. Alium non datur! I tyle mam do powiedzenia w tej sprawie.

Napisałem ostatnio wiersz, który, ku mojemu zdziwieniu, okazał się być
trypodią peoniczną, a nawet tak zwanym peonem 3?! Podobno w polskiej
poezji to rzadkość?! Uwierzycie? Nie miałem takiego zamiaru...

W sierpniu 1990 roku, dobrze pamiętam, bo wróciłem wtedy ze szpitala,
wpadło mi do głowy pewne zdanie: "Jeszcze lecą ptaki...". Po
siedemnastu latach znalazłem zakończenie! Oto całość: "Jeszcze lecą
ptaki z Gontu do Itaki. Niejeden przystanie na twoje wołanie.". Warto
było czekać...

Awionika. Stał na moście. Przypominał skulonego ptaka. Krople deszczu
uporczywie szukały w jego płaszczu jeszcze wolnych miejsc. Ale wolnych
miejsc już nie było. Krople wolno opadały na chodnik. Zresztą, może to
wcale nie był deszcz...
"W którą stronę płynie ta rzeka?" - myślał.
Zawsze wiedział, że jest aniołem. Ale co może robić samotny anioł na
moście? Tylko stać i myśleć? "Czy to już noc, bo wznosi się księżyc,
czy to już księżyc, bo zapada noc? Jestem aniołem, choć skrzydła mam
srebrne a pióra mam białe, to latać nie umiem, kiedyś umiałem..."

Podobno urzędnicy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
zakupili 75 wieńców żałobnych?! Według ich obliczeń właśnie tylu
sławnych artystów umrze w tym roku w Polsce. I jak tu ratować kulturę,
skoro sam Urząd ją dawno pogrzebał?! Powinno się tego zabronić i
kropka!

W Wiadomościach usłyszałem trzy informacje - jedna po drugiej,
pierwsza: "Co trzecie dziecko w Polsce nie dojada!", druga: "Polska
gospodarka rozwija się w zawrotnym tempie...", i trzecia: "W Polsce
przyjęła się nowa moda na zostawianie, podczas urlopów, swoich pupili
w ekskluzywnych hotelach dla zwierząt.". NEUROTYCZNE BINGO!

W Sztokholmie zwiedzałem muzeum "Wazy", prosty sześcian z
odrestaurowanym, XVII-wiecznym galeonem w środku. Statek był wielki.
Miał co najmniej trzy pokłady. Na ostatnim, zziajany i rozczarowany,
dołączył do nas młody pianista. "Na całym statku szukałem! Nigdzie nie
ma toalety?!". Bez komentarza...

Koleżance urodziło się dziecko. - Chłopiec, czy dziewczynka? -
zapytałem. Odpowiedziała: "Tak!". I jak tu zrozumieć kobiety...

W biurze dyrektora Domu Kultury w Krakowie odebrałem telefon: "Halo?
Czy to Piwnica pod Baranami? Właśnie obchodzimy 200-lecie miasta, z
tej okazji chcielibyśmy zaprosić na koncert panią Katarzynę
Skrzynecką?!". Wszem i wobec oświadczam - KATARZYNA SKRZYNECKA NIE
BYŁA, NIE JEST I NIGDY NIE BĘDZIE CÓRKĄ PANA PIOTRA!

Ola: "Każdy człowiek rodzi się z jedną nogą krótszą, dlatego, kiedy
zgubi się w lesie, chodzi w kółko.". Z logicznego punktu widzenia ma
to głęboki sens, ale czy to prawda? Urocze...

W grudniowej gazecie napisano: "Spadł śnieg! Na ulice Krakowa
wyjechały solarki...". No i stało się! Nieopalone młode dziewczęta
zasypały mnie pytaniami: "Daleko ten Kraków?", "Ile kosztuje bilet na
pociąg?", "Te solarki to za darmo?". Na Boga, dziewczyny, nie wiem!

W Malme zaproszono mnie na wystawę słynnego, nadwornego rytownika
szwedzkiej pary królewskiej - mistrza Czesława Słani. Ten zabawny
starszy pan, na zaprojektowanym przez siebie banknocie, waluty nie
wspomnę, prezydentowi "dorobił" swoje ucho... To się dopiero nazywa
licentia patriotica!

Od paru lat, z uporem maniaka, śledzę poczynania tekstowe rodzimych
"gwiazdek" piosenki nieśpiewanej. Zauważyłem dwa rodzaje preferowanych
przez nie tekstów, pierwszy: "o kurde, jak ja go kocham", "szaleje za
nim", "nie mogę bez niego żyć", "świat tylko z nim ma sens - miau...",
i drugi: "jak ja go nienawidzę", "skrzywdził mnie - gnój", "nie wie co
stracił", "niech zdycha pod drzwiami", "właściwie bez niego jest mi
lepiej - jestem taka silna". Jak powiedziała Znajoma z Krakowa: są to
wyznania ostatniej samicy Dodo! W pełni podzielam Jej zdanie.

Podczas bankietu w Ambasadzie Polskiej w Sztokholmie, od pani
Barbary Bukowski dostaliśmy miły prezent - dwa worki pluszowych, angielskich misiów!
Proszę sobie wyobrazić zdziwienie urzędnika z oddziału do spraw
zwalczania przemytu narkotyków, na widok czterdziestu niedźwiadków -
tyle miejsc do ukrycia! Zbigniew Raj, nie bez satysfakcji, wyszeptał -
Oj będą pruć niedźwiadki, oj będą...

Siedzę z moim umiłowanym poetą Bartłomiejem Brede przy piwnicznym
barze, wolno sączymy herbatę z cytryną, barman Darek uwija się jak w
ukropie, słowem - sobotni kabaret! Marek Pacuła woła mnie na scenę,
potem Bartka, znowu mnie i tak w kółko. W końcu zmęczony mówię -
Wiesz, Bartku, mam takie marzenie, żeby bar stał na scenie! Na co on -
Wiesz co, Szymku, gdy bardziej to rozważę, wolałbym jednak scenę w
barze! Święta racja...